Reklama:
Reklama:

Powrót do listy wiadomości

Najnowsze wiadomości

30 październik 2018

I runda na półmetku w I lidze

Na półmetku pierwszej rundy w grupie A tylko Manhattan może czuć się pewnie. Zwłaszcza po tak piorunującej końcówce z Drozdem. W ostatniej kwarcie mistrzowie z roku 2012 zostali na stacji i mogli tylko obserwować jak Manhattan odjeżdża w siną dal (6:26). Na liście najskuteczniejszych dwójkach nowych nabytków – Michał Goj i Michał Winkler. Mimo przekonującego triumfu z roku poprzedniego katowiczanie znacząco wzmocnili kadrę. Dla Drozda, zwłaszcza w kwestii ofensywy, mecz do szybkiego zapomnienia.

Okazji na dobicie do Drozda i Zmarnowanych nie zmarnował Grom. Wyraźnie rozochoceni zeszłotygodniowym zwycięstwem nad Drozdem zawodnicy z Katowic nie dali szans Sharksom. Od pierwszych minut wiadomo było, co się święci. Jedynie w drugiej kwarcie świętochłowiczanie dotrzymywali kroku, za sprawą Adama Szabatowskiego. Później tempo nadawał już tylko Kędzior wraz z Kokotem i Matysiakiem. Na półmetku mamy więc remis pomiędzy trzema ekipami w grupie A. Od teraz każdy mecz między tą trójką będzie na wagę złota. Jedna z tych ekip zostanie bowiem z niczym.

Kto się spodziewał, że rolę „Manhattanu Grupy B” odgrywał będzie OKKS ręka do góry. Czarny koń rozgrywek jest dosłownie o krok od zapewnienia sobie udziału w rozgrywkach grupy mocniejszej I ligi, i co za tym idzie, od występu w play-off. Machina się nakręca i pożera kolejnych rywali. Kluczem zdyscyplinowanie i zaangażowanie poparte doświadczeniem zebranym w latach poprzednich. OKKS błędów nie wybacza i ma szczęście do kreowania liderów co niedzielę. Tym razem zza 6,75 poszalał Marcin tyczka, którego 6 trójek zamordowało ducha Batorego. Chorzowianie od drugiej kwarty bez pomysłu na przełamanie rywali.

Rewanż za zeszłoroczne półfinały musiał obfitować w emocje, choć wielu pierwszoplanowych aktorów z meczów wiosennych w niedzielę nie wystąpiło. W ogóle wiele zawodników nie wystąpiło. Próbę nerwów w dogrywce lepiej wytrzymało We Got Game, prowadzone przez Pawła Jaszczurowskiego i Marka Grzegorzewskiego. W Seven jakości również nie brakowało – katowiczanie harowali na deskach wzorowo, ale finalnie zadecydowały detale. Konfrontacja, która pewnie będzie miała jeszcze w tym sezonie kilka „dalszych ciągów”.

High five:
Paweł Jaszczurowski (WGG) – 15 pkt, 7 zb, 5 x 3 pkt, eval 17
Adrian Kozioł (Seven) – 22 pkt, 13 zb, 3 as, 2 stl, eval 28
Marcin Tyczka (OKKS) – 20 pkt, 8 zb, 5 as, eval 30
Dawid Kinczewski (Manhattan) – 16 pkt, 7 zb, 3 as, eval 22
Karol Makles (Grom) – 7 pkt, 6 zb, 4 as, eval 14

Pokaż wiadomości

Reklama: