Reklama:
Reklama:

Powrót do listy wiadomości

Najnowsze wiadomości

11 kwiecień 2018

Podsumowanie trzecich spotkań I rundy play-off

Po kilku naprawdę interesujących starciach ostatecznie cała pierwsza 4 sezonu zasadniczego zameldowała się w półfinałach.

Batory Warriors na przestrzeni całego sezonu miewał znakomite momenty, ale też takie do zapomnienia. Na tym ostatnim skorzystało np. Sharks. Trzeci mecz ćwierćfinałowy był w tym aspekcie świetną ilustracją tegorocznej formy Batorego. Zaczęli z wysokiego C wykorzystując pozycje z półdystansu i nie pozwalając Drozdom na ponowienia akcji po niecelnych rzutach. Święto dla chorzowian trwało jednak zaledwie 10 minut. Druga kwarta okazała się zwyczajną katastrofą, zakończoną z zaledwie 2-punktowym dorobkiem. Ofensywa w ich wykonaniu przestała istnieć. Do końca spotkania Batory nie zdołał się już odbudować, co Drozd skrzętnie przez 30 minut wykorzystywał. I choć poziom rywali nie pozwalał na pogrom, to zwycięstwo 4. drużyny sezonu zasadniczego nie było zagrożone. Plan minimum Drozda wypełniony, ale emocji i chwil zwątpienia pewnie nie brakowało.

Obok Hajduków, Grom może uchodzić za rewelację tegorocznych rozgrywek. Kto by się spodziewał, że ekipa, która początkowo niemiłosiernie się męczyła w play-off zmusi do takiego wysiłku jednego z faworytów ligi. Wynik niedzielnego spotkania wiernie oddaje raczej tylko wydarzenia z ostatniej kwarty, aniżeli z trzech poprzednich, kiedy to piątka z Katowic cały czas dotrzymywała kroku zabrzanom. Przyznać trzeba, że WGG nie miało kłopotów ze zdobywaniem punktów - problemem była obrona, z którą zwłaszcza Szupin i Kędzior potrafili sobie radzić. „Pękło” dopiero gdzieś pod koniec kwarty trzeciej. Grom został przełamany i już do końca WGG wykorzystywało okazję do odreagowania po trudnej serii. Listę najskuteczniejszych tym razem otwierał Rafał Buczma ze swoim półdystansem. Duże słowa uznania dla Gromu. We Got Game w półfinale mierzyć się będzie z Signum Seven.

Wywołany do tablicy został też Manhattan. Po dwóch ciężkich bataliach z Hajdukami aktualni mistrzowie w decydującym starciu zdecydowanie chcieli zminimalizować ryzyko. W dziesiątce, która pojawiła się w hali na Kosynierów nie mogło zabraknąć chociażby Dawida Kinczewskiego czy Łukasza Kosmowskiego. Tak zmotywowanej ekipy Hajduki nie były w stanie zatrzymać. Tym bardziej, że w najważniejszym meczu chorzowianie, którzy wzrostem zazwyczaj nie imponowali, zostali kompletnie bez graczy podkoszowych. Na deskach Manhattan miał więc pełne pole do popisu. Początkowe kilkanaście minut ustawiło mecz, po zmianie stron gra się wyrównała. Wszystko jednak pod kontrolą Manhattanu pozostało do ostatniej syreny. Porażka w drugim meczu z Hajdukami była dla Manhattanu ostrzeżeniem. Czy na podobny sygnał będzie stać Drozdów przekonamy się już w najbliższą niedzielę.

High five:
Łukasz Kosmowski (Manhattan) – 17 pkt, 6 zb, 4 stl, eval 21
Rafał Buczma (WGG) - 21 pkt, 6 zb, 3 stl, eval 21
Michał Matysiak (Drozd) - 13 pkt, 14 zb, 5 as, eval 20
Adrian Kędzior (Grom) – 13 pkt, 7 zb, 5 as, 5 stl eval 17
Borys Balon (Hajduki) – 22 pkt, 7 zb, 2 as, eval 18

Pokaż wiadomości

Reklama: