Reklama:
Reklama:

Powrót do listy wiadomości

Najnowsze wiadomości

8 marzec 2018

Podsumowanie ostatniej kolejki I ligi (i spotkań zaległych)

Sharks Świętochłowice rzutem na taśmę, w ostatni weekend sezonu zasadniczego zagwarantowało sobie jeszcze przynajmniej jeden tydzień w I lidze. Jeszcze w piątek ich sytuacja wydawała się beznadziejna, ale, jak pokazało życie, nie zamierzali odpuszczać. W sobotę bardzo dobrze weszli w spotkanie z Basketem i po kilkunastu minutach sprawa zwycięstwa wydawał się rozstrzygnięta. Mikołowianie zupełnie nie potrafili zabezpieczyć tyłów, wobec czego Jacek Sporysiak na desancie miał wolną rękę. Do tego rozrzucał się na dobre Marek Kubas. W niedzielę już tak płynnie to nie wyglądało, ale jednak zdeterminowani świętochłowiczanie wyszarpali kolejną wygraną, wydłużając serię do dwóch spotkań! Do wspomnianej wcześniej dwójki dużo w niedzielę dodał jeszcze Tomasz Pasternok, który zanotował porządne double-double (16 pkt, 17 zb). Batory miał swoje momenty lepszej gry, ale wykańczanie akcji pozostawało wiele do życzenia.

Wcześniej to Basket miał szanse zagwarantować sobie baraże, ale do szczęścia potrzebowali zwycięstwa nad Drozdem. Tyle tylko, że mistrzowie z roku 2012 nigdy nie stosują taryfy ulgowej. Po 3 kwartach, głównie dzięki Matysiakowi i Kellerowi strata Basketu wynosiła już kilkanaście punktów. Dobra końcówka w wykonaniu mikołowian była w stanie jedynie lekko pomniejszyć wymiary porażki.

We Got Game na ostatniej prostej zakończyło świetną serię Signum Seven. W zaległym spotkaniu rozegranym w sobotę zabrzanie wykorzystali słabsza dyspozycję rzutową katowiczan. Po wolnym starcie to WGG zacieśniło obronę i wykorzystując głównie Bartosza Ogrodowskiego, odpowiadało groźnymi kontrami. Signum usilnie próbowało wstrzelić się za 3, ale wpadły zaledwie 4 na 21 prób. Przed pierwszą rundą play-off rozgrywaną właśnie na Kosynierów, nie za dobrze to wróży. Drużyna z Zabrza dzięki zwycięstwu zagwarantowała sobie minimum 3 miejsce w lidze.

Mogli awansować nawet wyżej, ale Signum w niedzielę nie pozostawiło złudzeń Zmarnowanym Talentom. Jedynie w ostatniej kwarcie, rozgrywanej już na zasadzie dwóch ogni, bytomianie byli w stanie systematycznie punktować - wcześniejsze 3 kwarty kończyli z wynikami jednocyfrowymi. Prawdziwym „zabójstwem” okazały się zwłaszcza 4 trójki Krzysztofa Swobody z trzeciej kwarty.

Po zeszłotygodniowej katastrofie na właściwe tory powrócił Manhattan Katowice. Poza rzutami wolnymi, które wciąż pozostawiają wiele do życzenia, aktualnie mistrzowie nie zawodzili w żadnym aspekcie. Rolę typowego strzelca w niedzielę przejął, zajmujący się jednak zazwyczaj rozgrywaniem, Paweł Wołk-Jankowski. Odciążył tym samym Dawida Jacaszka, który po raz kolejny bardzo zbliżył się do triple-double (13 pkt, 9 zb, 10 as). Piątka Gromu, jak na rangę rywala, z którym przyszło im rywalizować, radziła sobie całkiem odważnie – dotyczy to w szczególności dwójki Kędzior/Deja.

High five:

(niedziela)
Tomasz Pasternok (Sharks) – 16 pkt, 17 zb, eval 21
Michał Matysiak (Drozd) – 21 pkt, 17 zb, 3 stl, eval 37
Paweł Wołk-Jankowski (Manhattan) – 24 pkt, 5 zb, 6 as, eval 25
Wojtek Handwerker (Signum Seven) – 11 pkt, 8 zb, 5 as, eval 22
Arkadiusz Deja (Grom) – 16 pkt, 14 zb, eval 18

(sobota)
Jacek Sporysiak (Sharks) – 23 pkt, 3 as, eval 20
Bartosz Ogrodowski (WGG) – 19 pkt, 11 zb, 2 as, eval 22

Pokaż wiadomości

Reklama: